Carried to Dust/Calexico

Carried to Dust/Calexico


Mieszczące się w Kalifornii miasto Calexico, jest perfekcyjnym połączeniem najsmaczniejszych owoców krainy amerykańsko-meksykańskiej. Rozbierając nazwę Calexico na człony pierwsze otrzymamy –Cal zaczerpnięte od nazwy California oraz końcówkę –exico od Mexico. Jednak Calexico to nie tylko nazwa miasta dostępującego zaszczytu kalifornijskiego słońca, to również pochodzący z Tuscon zespół muzyczny, który podobnie do swego mieszczańskiego prototypu, zgrabnie łączy w swej muzyce zarówno elementy kultury amerykańskiej, jak i meksykańskiej. Joey Burns oraz John Convertino – oryginalni inicjatorzy działalności Calexico, na wydanym w 2008 roku albumie Carried to Dust, balansują w tonie idealnym, będącym wypadkową dźwięków L.A., sceny indie pop oraz uniwersalnej, nieśmiertelnej meksykańskiej mariachi, tak bliskiej sercom muzyków Calexico.

Wydany w 2008 roku album „Carried to Dust” jest powrotem do źródła, które przez chwilę zostało zatarte na ich budzącym kontrowersję poprzednim albumie „Garden Ruin” (2006). Carried to Dust, tytułowo sowicie oprószony kurzem, jest jednak czymś więcej niż wędrówką w powrotnym kierunku w poszukiwaniu tego, co kiedyś dało początek Calexico. To znakomita polemika Joeya i Johna z meksykańskim kurzem, który wydawało się już na dobre otrzepali z siebie na Garden Ruin. Na Carried to Dust widzimy jednak, że panowie wciąż noszą go na sobie w całej jego mistycznej krasie.

Podróż przez Meksyk widziany oczami (lub bardziej słyszany uszami) duetu Burns & Convertino rozpoczynamy na Carried to Dust od jednego z najznakomitszych dotychczas miksów Calexico – „Victor Jara’s Hand”. Już po tytule wnioskując, możemy domyślić się, że jest to odda kierowana do zmarłego chilijskiego poety, pisarza oraz aktywisty politycznego, który w ramach tortur oferowanych mu przez dyktaturę chilijską, został pozbawiony ręki. W ten sposób władza chciała uniemożliwić Victorowi grę na gitarze. Victor Jara’s Hand zabiera nas w klimat vintage, dając nam możliwość czegoś więcej niż muśnięcia blaszanych dźwięków mariachi. Gościnnie na hiszpańskim wokalu zasiada Jairo Zavala z Depedro. Po Victor Jara’s Hand, jako druga w kolejności pojawia się prześliczna, drogocenna błyskotka w postaci „Two Silver Trees”. Tu z kolei możemy dotknąć innego oblicza Calexico, który z natury bardzo wdzięcznie przeplata w swej muzyce styl indie. I tak, bez cienia niepewności, Two Silver Trees jest wzorcową harmonią, perfekcyjną refleksją najlepszego towaru indie. Znowu pojawiają się instrumenty dęte, idące w parze ze strunowymi, słyszymy również wyraźnie plemienne bębny Convertino. Bardzo oryginalnym krokiem było wykorzystanie przez muzyków w Two Silver Trees instrumentów nie tylko dorobku latynoskiego, ale również tych z kontynentu azjatyckiego. Zatem w ciągu zaledwie kilkuminutowego utworu, dostajemy śmietankową kombinację chińskiego guizeng oraz wenezuelskiego cuatro i omnichordu. Jest w tym tyle uroku, że już przy pozycji drugiej jesteśmy skłonni zakochać się całkowicie i absolutnie bezkrytycznie w całym Carried to Dust. A przecież to dopiero początek.

Carried to Dust jest rafinerią mocy, jaką zyskuje muzyka dzięki okraszeniu jej emocjonalnym pięknem. Takie piękno zapewnia chociażby „Writer’s Minor Holiday” z jazzowymi, niefrasobliwymi bębnami Convertino, napędzającymi utwór. Podczas wędrówek po ukrytych dźwiękach Carried to Dust nie można również pominąć balladowego waltza „The News About William” z sięgającym bardzo niskich tonów wokalem Joeya, którego duetowym dopełnieniem zostaje kitara Paula Niehausa.

Z innych utworów, zasługujących na uwagę odbiorcy, z pewnością należy wspomnieć o niedającej o sobie zapomnieć balladzie „House of Valparaiso”. To kolejny błysk w stronę słuchacza z granic chilijskiej kultury. I choć House of Valparaiso nie brakuje tonu spokojnego, to nie on jednak pozostaje w pamięci słuchacza. Jest przecież w tej zapętlonej, pozornie frywolnej melodii jakiś mrok, jakaś nostalgia, które może skrywać w takich ilościach jedynie głębia oceanu. Słuchacz niejako staje się wybrankiem, któremu dane jest dostąpić monologu zabronionego głosu („dialing in a forgotten voice”), dopływającego do jego uszu poprzez niedozwolone porty („sweeping through illegal ports”).

Nie sposób również nie zanotować faktu intrygującej liczby gościnnych występów na Carried to Dust, choć prawdopodobnie wzorowy słuchacz Calexico zdążył już do nich przywyknąć. Występują tu m.in. Sam Beam z Iron & Wine, wspominany Jairo Zavala z Depedro oraz Doug McCombs z Tortoise.

Carried to Dust jest czymś więcej niż southwesternowską mieszaniną jazzu, country, rocka czy latynoskiego tejano. To wydanie, które zmusza słuchacza do wielokrotnych wędrówek wstecznych, by wciąż od nowa zatapiać się w tym dźwiękowym pejzażu, prowadzącym go finezyjnie przez hipnotyzujący Meksyk. Każdy powrót staje się dla niego okazją do znajdowania nowych, melodyjnych ścieżek, które prawdopodobnie zostały przez niego pominięte przy pierwszych podejściach. Powrotom na pewno będą również sprzyjać ciepło oraz subtelność, które są bazową składową tego wydawnictwa.

+ Nikt jeszcze nie skomentował - może Ty zaczniesz?

Dodaj własny